Strona główna » Rynek » To był zły rok dla branży rekrutacyjnej…

Data dodania: 04-03-2010, ostatnia modifykacja: 1 rok, 11 miesiecy, 2 tygodni, 17 godzin, 4 minut temu

Oceń to:

Ocena użytkowników:

3.67

2009 był najtrudniejszym rokiem dla branży rekrutacyjnej, która w Polsce obecna jest od lat 90.

Niepokojące były nie tylko zamrożone budżety, wycofywanie się firm z planowanych projektów rekrutacyjnych, ale przede wszystkim to, że trudno było oszacować, jak długo taki stan rzeczy potrwa. Zdaniem Rafała Osińskiego z firmy doradczej Hudson, większość przedsiębiorstw nauczyła się funkcjonować w nowej rzeczywistości, dostosowała koszty do mniejszych przychodów i uwolniła część budżetów. Widząc, że spadek nie postępuje, zaczęły uzupełniać najbardziej newralgiczne luki w zatrudnieniu. Wiele jednak nadal gospodaruje bardzo oszczędnie i jest z mniej skłonna do inwestycji w przedsięwzięcia, których nie postrzega jako absolutnie niezbędne w danej chwili. Wprawdzie projekty rekrutacyjne były i są realizowane, ale ich skala jest dużo mniejsza.

W związku z brakiem zleceń wiele firm doradztwa personalnego skupiło się na obsłudze dotychczasowych klientów, proponowaniu im dodatkowych rozwiązań i podnoszeniu jakości usług. Cześć firm starała się przyciągnąć klientów także nowatorskimi rozwiązaniami, m.in. Job Impulse Polska stworzyła platformę e-learningową i uzupełniła usługi pracy tymczasowej outplacementem.

Jak twierdzi Katarzyna Berenda-Ratajczyk, z firmy Bigram, wzrosła zainteresowanie usługami typu assessment/development center. Można to m.in. wytłumaczyć tym, że mając ograniczone możliwości pozyskania pracowników na zewnątrz, firmy decydowały się promować i rozwijać własnych ludzi. Szukały tych o największym potencjale. W pewnych przypadkach wykorzystują też assessment do diagnozy i ewentualnych decyzji o rezygnacji z gorzej rokujących osób.

R. Osiński zwraca uwagę natomiast na duże zainteresowanie pakietami rozwiązań psychometrycznych, a także narzędziami, które pozwalają badać nastroje pracowników. Wielu pracodawców zwalniało ludzi, a wtedy spada motywacja tych, którzy zwolnienia uniknęli. Są często pierwszymi, którzy odchodzą natychmiast po poprawie koniunktury. Trzeba więc sprawić, by jednak w firmie pozostali.

Pojawiło się również zapotrzebowanie na tzw. background screening, czyli usługę weryfikowania danych zawartych w CV poprzez dotarcie do poprzednich miejsc pracy kandydata, na uczelnie i do organizacji.

Trudna sytuacja w branży wywołała wojnę cenową pomiędzy firmami doradczymi, co doprowadziło do redukcji stawek średnio o kilka procent. Jak twierdzi K. Berenda-Ratajczyk, stabilne firmy doradcze starają się trzymać ustalonego pułapu cenowego, ale bywa to trudne. Zwłaszcza, że te, które są w najgorszej kondycji, oferują ceny na granicy kosztów. Niestety, przekłada się to na jakość usług i wpływa na opinię o branży.

Rynek wydaje się zmierzać w stronę success fee (firma płaci wtedy, kiedy zatrudnia kandydata), a klienci są mniej skłonni pracować na zasadzie rozłożonych płatności (retained).

Wraz z początkiem 2010 r., tak jak rynek pracy, rynek doradztwa personalnego zaczął się powoli odbudowywać.

Na podstawie: karierapb.pl, Jak nie rekrutacja, to co?, 26 lutego 2010 r.

Share/Save/Bookmark

Zarejestruj się

Nowości z forum
dbase error